Kategorie: Wszystkie | Bollywood | Filmy | Książki
RSS
sobota, 28 marca 2009
„Rok w Prowansji” Peter Mayle

Z okładki:

Rok-w-Prowansji-Peter-MayleBywaliśmy tu częstokroć już wcześniej jako turyści, rozpaczliwie spragnieni naszej dorocznej dawki dwóch trzech tygodni prawdziwego ciepła i jaskrawego słońca. Ile razy stąd wyjeżdżaliśmy, obiecywaliśmy sobie, że pewnego dnia zamieszkamy tu na stałe (...). A teraz, poniekąd ku naszemu zdumieniu, zrealizowaliśmy to marzenie. Spaliliśmy mosty za sobą. Kupiliśmy dom, wzięliśmy lekcje francuskiego, pożegnaliśmy krewnych i przyjaciół, zabraliśmy nasze dwa psy i zostaliśmy cudzoziemcami. I tak oto Peter Mayle osiadł wraz z żoną w romantycznym wiejskim domu gdzieś miedzy Avinionem i Aix. Ta przeprowadzka była początkiem pełnego rozkoszy i zmór... roku w Prowansji.

Po książkę Petera Mayla sięgnęłam na fali entuzjazmu jaki wywołam we mnie film „Dobry rok” z Russelem Crowe, o bankierze dziedziczącym winnice w Prowansji. Film powstał na kanwie powieści Mayla pod tym samym tytułem. Obraz oczarował mnie pięknymi widokami i co zabrzmi dziwnie - słońcem oraz bijącym z niego optymizmem. Postanowiłam więc sięgnąć po książki autora od lat sławiącego Prowansje. Nie zawiodłam się, dostałam właśnie to czego oczekiwałam – dużej dawki humoru, słońca, smaków i zapachów dosłownie ulatniających się z książki. Mayle opisuje pierwsze dwanaście miesięcy życia po swojej przeprowadzce z żoną na stałe do nowo kupionego domu w Prowansji. Czytelnik znajdzie tu pełno humorystycznych scenek z życia w Prowansji, wiele (niekiedy karykaturalnych) postaci Prowansalczyków i ich obyczajów dotyczących życia, pracy, prowadzenia remontów i jedzenia. Jak zauważa Mayle żołądek to najważniejszy organ we Francji, a jedzenie pełni w życiu Prowansalczyka bardzo ważną rolę, dlatego w książce pełno jest opisów różnego rodzaju potraw, warzyw i owoców, smaków i zapachów, zwyczajów związanych z najprzeróżniejszymi posiłkami, z niemal każdej stronicy książki dowiadujemy się, że szklanka (szklanka nie kieliszek!) wina i anyżówki jest niezbędna i zastępuje szklankę wody czy herbatę na śniadanie, obiad, podwieczorek i kolację. Czytając książkę czytelnik robi się ustawicznie głodny od tego natłoku opisów zwyczajów kulinarnych co tylko zalicza się na kolejny plus. Podczas lektury cały czas uśmiech cisnął mi się na usta bowiem Mayla cechuje duże poczucie humoru oraz oko do wyłapywania i opisywania prowansalskich „perełek” obyczajowych.

Zdecydowanie polecam wszystkim tym, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej o życiu w Prowansji, pośmiać się, a także tym, którzy tęsknią za wiosną. Sama planuje przeczytać drugą część prowansalskich losów Mayla i jego żony pt. „Jeszcze raz Prowansja”.

19:56, glamour-girl , Książki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 marca 2009
„Na plaży Chesil” Ian McEwan

Nota wydawcy:

Na-plazy-Chesil-Ian-McEwan

Czerwiec 1962 roku. Para nowożeńców przybywa do hoteliku na południowym wybrzeżu Anglii, aby spędzić tam noc poślubną. Florence, córka biznesmena i filozofki, jest utalentowaną skrzypaczką marzącą o założeniu własnego kwartetu smyczkowego. Edward to zdolny absolwent historii, interesujący się wpływem wielkich ludzi na kształt dziejów. Oboje z niepokojem myślą o chwili, gdy skonsumują swoje małżeństwo - ona boi się fizycznego zbliżenia, on obawia się, że nie sprosta czekającemu go zadaniu. Niemożność pokonania barier, nieumiejętność rozmowy o wspólnych problemach, doprowadzą do dramatu...

McEwana polubiłam po lekturze „Pokuty”, która szybko trafiła na listę moich ulubionych książek, a także tych, które najbardziej mnie wzruszyły. Byłam zachwycona stylem McEwana, jego zdolnością opisywania obyczajów przedwojennej Anglii, relacji międzyludzkich i jego wspaniałą relacją zdarzeń mających miejsce pewnego upalnego letniego, leniwego popołudnia z lat trzydziestych XX w.

Zachwycona „Pokutą” cieszyłam się kiedy w Polsce ukazała się kolejna powieść autora– „Na plaży Chesil” zwabiona ciekawą notą wydawniczą nie mogłam doczekać się lektury. Pierwsze rozdziały wciągają, McEwan opisuje sceny rozgrywające się miedzy świeżo poślubionymi małżonkami w pokoju małego hoteliku przy plaży Chesil sprawnie przeplatając je z retrospekcjami z historii ich związku. Dzięki temu czytelnik powoli poznaje Florence i Edwarda jak i emocje, które nimi kierują i bariery, jakie przez nie miedzy nimi wyrastają. Sam pomysł na to by opisać to jak fatalnie może się skończyć brak rozmowy, zrozumienia, wiedzy i wyrozumiałości jest naprawdę dobry, szczególnie ostatnia część książki ukazuje nam jak niszczący jest brak zwykłej rozmowy a przede wszystkim duma i zrozumienia dla drugiego bliskiego nam człowieka.

Niestety choć książka zapowiadała się bardzo interesująco to mnie rozczarowała, mam wrażenie, że McEwan nie „przyłożył” się do niej dość dobrze, powinna być raczej opowiadaniem a nie powieścią.  Trzeba przyznać, że „Na plaży Chesil” daleko do kunsztu pisarskiego „Pokuty”, od której jest znacznie słabsze.

13:09, glamour-girl , Książki
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 marca 2009
Znów bezsenność.

Znów bezsenność. Noc a ja zamiast spać słuchałam muzyki, czytałam i robiłam listę książek, które chcę dziś wypożyczyć z biblioteki. Jak zwykle uzbierała się z tego spora lista, ale na pewno podołam, w końcu bez książek życie me puste. Od paru dni edytuje też szablon i może za parę kolejnych dni go skończę.

Dziś kolejne spotkanie Klubu Dyskusyjnego Książki, którym będziemy omawiać książkę, którą czytałam czekając w poczekalni u lekarza i prawdę mówiąc z tych nerwów w zasadzie nie pamiętam, co się w niej działo.. A same badania i tak nic nie wykazały i czekają mnie kolejne wizyty ..

W domu jak zwykle nerwy i kłopoty zaczynam się zastanawiać czy ktoś kiedyś nie rzucił na tę rodzinę jakieś klątwy, bo po prostu „jak nie urok to przemarsz wojsk”.. Szkoda słow..

Siedziałam w nocy i patrzyłam przez okno na to, co się dzieje za nim.. Kwiecień za pasem, w kalendarzu wiosna a za oknem zamieć śnieżna, jakiej nie było jeszcze w tym roku, pogoda wariuje.. Pięknie to za oknem nocą wygląda, te drzewa przykryte białym puchem, trawniki nakryte iskrzącą się kołderką i te delikatne płatki spadające delikatnie z nieba niczym puch, widok niczym z bajki lub malowniczego filmu, ale ja jednak wolałabym by takie widoki zawitały na Boże Narodzenie, ( kiedy zwykle tego śniegu nie ma) a teraz liczyłam na to, że w końcu zawita u nas wiosna, będzie ciepło i świat się zazieleni. Choć przyznam jest jakaś magia w tym świeżym błyszczącym niczym kryształ śniegu, świat staje się piękniejszy i czysty niczym diament, ten biały puch przykrywa wszytko to, co szare i brudne zostawiając je bajkowe, magiczne i piękne.

14:39, glamour-girl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 marca 2009
Club Tropicana

Za oknem szaro i zimno a przecież dziś rozpoczyna się wiosna, wypada w końcu jakoś odpędzić tę zimę i ja mam wprost idealną na tę okazje piosenkę ;-) - Club Tropicana - Wham:

Let me take you to the place
Where membership's a smiling face,
Brush shoulders with the stars.
Where strangers take you by the hand,
And welcome you to wonderland -
From beneath their panamas...

Club Tropicana, drinks are free,
Fun and sunshine - there's enough for everyone.
All that's missing is the sea,
But don't worry, you can suntan!

Castaways and Lovers meet,
Then kiss in Tropicana's heat,
Watch the waves break on the bay.
Soft white sands, a blue lagoon,
Cocktail time, a summer's tune,
A whole night's holiday!

Club Tropicana, drinks are free,
Fun and sunshine - there's enough for everyone.
All that's missing is the sea,
But don't worry, you can suntan!

Pack your bags,
And leave tonight.
Don't take your time,
Gotta move your feet, don't you miss the flight!
Cool, cool, cool, cool

Club Tropicana, drinks are free,
Fun and sunshine - there's enough for everyone.
All that's missing is the sea,
But don't worry, you can suntan!

20:08, glamour-girl
Link Komentarze (1) »
Stambuł Orhan Pamuk

Tym razem nie przytoczę noty wydawcy, ale cytat z kart książki:

Stambuł Orhan Pamuk Każdy, kto próbuje nadać sens swojemu istnieniu, przynajmniej raz w życiu zastawiał się nad znaczeniem miejsca i czasu, w którym przyszedł na świat. Dlaczego urodziliśmy się akurat w tym zakątku i tego dnia? Czy ten kraj cz to miasto i ta rodzina, przydzielona nam jak los na loterii, rodzina, którą powinniśmy szanować i którą rzeczywiście udaje nam się szczerze pokochać – czy to wszystko może być tylko przypadkiem? Czasem myślę, że jestem pechowcem bo urodziłem się w Stambule przysypanym przez popioły i ruiny imperium, nijakim od smutku, ubóstwa i udręki. Ale jakiś głos wewnętrzny podpowiada mi jednocześnie, że może właśnie, dlatego jestem szczęściarzem. 

Orhan Pamuk, Stambuł s. 14

Stambuł Pamuka jest niczym malownicze płótno, w którym wspomnienia autora przeplatają się z historią miasta, w którym przyszło mu się urodzić. Pamuk na kartach książki wspomina swoje dzieciństwo, rodzinę, dorastanie, pierwszą miłość, samotne nocne spacery po Stambule a wreszcie moment, w którym postanowił zostać pisarzem. Opisuje, jaki wpływ miało na niego miasto, jak go ukształtowało -

 Los Stambułu to mój los. Jestem przywiązany do tego miasta, ponieważ uczyniło mnie ono tym, kim jestem..

Jednak Stambuł nie jest tylko czymś na kształt autobiografii noblisty, to również osobista biografia miasta, jego świetlności, upadku i melancholii – hüzünu - wypełniającego każdy zaułek, plac, zabytek, budynek, ruinę czy ulicę i jego mieszkańców.

Przyznam, że na początku książka mnie nudziła i czytałam ją na raty, być może było to spowodowane tym, że w samym Stambule niestety nigdy nie byłam i ten natłok obcych nazw i miejsc stanowił na początku swoistego rodzaju przeszkodę w odbiorze tej książki, ale potem, potem przyszedł wieczór kiedy nie mogłam się od niej oderwać i tak już zostało do końca lektury.  Stambuł należy do tych książek, które sprawiają, że czytelnik marzy by znaleźć się w opisywanym miejscu i zobaczyć każde miejsce, które na kartach maluje nam autor. Dzięki Pamukowi poznajemy zagłębiamy się w Stambuł i docieramy do miejsc dalekich od utartych szlaków turystycznych, poznajemy najdalsze i najbardziej obce zakamarki Stambułu. Noblista maluje bowiem portret miasta lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych lat swojego dzieciństwa i dojrzewania, ale zapuszcza się też w czasy mu odległe – lata świetlności imperium osmańskiego, poznajemy też Stambuł oczami innych autorów odwiedzających i piszących o Stambule lub go malujących – Mellinga, Ahmeda Rashima, Resata Ekrema Kocu, Tanipara, Yahya Kamala i Flauberta, których opisy Pamuk przytacza na kartach książki. Warta lektury książka nie tylko dla miłośników prozy Orhana Pamuka, ale także dla ludzi ciekawych świata.

 

18:59, glamour-girl , Książki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 marca 2009
Wham Rap (Enjoy What You Do?) czyli motywacja ..

Dzisiejszy dzień to dzień załatwiania spraw, które odkładałam na później od dłuższego czasu, przede wszystkim w końcu zmusiłam się do tego by napisać maila do swojej pani redaktor, która redaguje antologię naukową, w której zostanie opublikowany mój tekst. Ponieważ to już etap ostatecznych poprawek zwlekałam bo trochę bałam się tego co szanowna pani profesor sądzi o moim tekście i jakie zmiany powinny być wprowadzone, ale w końcu się zmusiłam do napisania tego maila i powiem szczerze, że bardzo dobrze się stało bo czuję się tak jak by mi ciążący od dawna kamień z serca spadł.

Zaczęłam tez dziś pisać tekst na wnętrzarską stronę internetową, z którą może będę współpracować pisząc coś o wystroju wnętrz. A ponieważ interior design było tylko moim hobby ograniczającym się do czytania gazet wnętrzarskich i oglądania czasem jakiś programów o remontach czy budowie domów, cierpiałam na brak weny twórczej i od tygodnia nie mogłam nic wymyśleć. Dziś po przejrzeniu wielu gazet i stron internetowych wpadłam nawet na pewien pomysł, ale i tak samo pisanie szło mi dziś ciężko i zakończyło się na kilku nieskładnych linijkach. No nic może uda się jutro ..

Odkryłam ostatnio magiczną moc photoshopa i jak dobrze pójdzie może za parę dni zmienię szablon (choć css to dla mnie nadal czarna magia).

Od wczoraj morduję piosenkę Wham – Wham Rap (Enjoy What You Do?),  nie wiem czemu przemawia do mnie rytm tej piosenki (lata 80 górą) i tekst:

Wham, bam - I am, Job or no job, you can’t tell me that I'm not
Do you, enjoy what you do?
If not, just stop - don’t stay there and rot

Now reach up high, and touch your soul
The boys from Wham, will help you reach that goal

Bo hmm ja, jako kulturoznawca czyli spec od wszystkiego i niczego, który może pracować wszędzie, chyba naprawdę potrzebuję tej pomocy w podjęciu decyzji co ja w końcu chcę robić zawodowo a także pomocy w osiągnięciu swoich życiowych celów ..

 

22:38, glamour-girl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 marca 2009
Cukiereczki Mian Mian

„Cukiereczki” Mian Mian

Cukiereczki Mian Mian

Na początku notka z okładki:

Hong, wrażliwa i niepokorna siedemnastolatka, rzuca szkołę co w ówczesnych Chinach oznaczało rezygnację z życiowych perspektyw i wyjeżdża z rodzinnego Szanghaju. W rozkwitającym wówczas mieście Shenzhen doświadcza prawdziwych niebezpieczeństw, rozpoczyna karierę szansonistki, poznaje, co to narkotyki, seks i alkohol, wreszcie spotyka Saininga, młodego muzyka, i w jej życie wdziera się wielka miłość. Razem zanurzają się w szaleńczy rytm ciemnej strony miasta.

Pastelowo – cukierkowa szata graficzna okładki kontrastuje z szaro – gorzką zawartością znajdującą się miedzy nią. Książka przedstawia dziesięć lat z życia Hong, którą poznajemy gdy jako nastoletnia dziewczyna na skutek szoku wywołanego stratą najlepszej przyjaciółki (dziewczynka zapada na chorobę psychiczną a następnie popełnia samobójstwo) rzuca szkołę. Zostaje piosenkarką, śpiewa w klubach, podróżuje po Chinach, na stałe osiedla się w rozwijającym się Shenzhen, gdzie wkrótce w jednym z klubów poznaje muzyka Saininga. Zaczyna się trwająca dziesięć lat historia ich miłości - miłości toksycznej, pełnej rozstań i powrotów a także walki z nałogami takimi jak alkoholizm i narkomania. Główna bohaterka Hong znana później również jako Siostra Morfina, nie jest zbuntowana (jak głosi opis na okładce), jest zagubiona, jest osobą słabą emocjonalnie,  seks i toksyczne uczucie do Saininga myli z wielką miłością, co tylko wpędza ją w kolejne emocjonalne kłopoty kiedy ten zaczyna ją zdradzać, kiedy on popada w nałóg narkotykowy, Hong zaczyna pić, a kiedy Saining ją znów opuszcza sama zaczyna barć narkotyki by zrozumieć czemu wybrał właśnie je a nie ją, co tylko prowadzi ja do jeszcze większego upadku. Hong nie radząc sobie z własnymi emocjami i życiem popada z nałogu w nałóg, z ramion egoistycznego kochanka wpada w szereg ramion innych mężczyzn, do których nic nie czuje, a z którymi łączy ją (podobnie jak to było w przypadku Saininga) tylko seks.  Choć książka nie jest autobiografią (w jednym z wywiadów pisarka twierdzi, że jeszcze nie jest gotowa by opisać swoje życie) to znajduje się tu parę wątków łączących bohaterkę z autorką.  Hong to alter ego Mian Mian. Podobnie jak Hong, Mian rzuciła szkołę by rozpocząć włóczęgę po Chinach, osiadła w jednym z małych miast na południu Chin, gdzie spędziła pięć lat życia (o tym okresie Mian nigdy nie wspomina i nie chce o nim mówić), by w końcu tak jak Hong wrócić na odwyk do Szanghaju, osiedlić się tam i zacząć pisać opowiadania oraz organizować imprezy taneczne.

Książka na początku bardzo mnie wciągnęła, byłam ciekawa co przydarzy się Hong, jednak kiedy przeczytamy połowę,  książka zaczyna nudzić, opisy losów postaci, które nic nie znaczą dla powieści i pojawiają się tylko na chwilę nic nie wnoszą, parokrotne przenoszenie narracji z Hong na innych bohaterów też spowalnia akcję. „Cukiereczki” ani nie szokują, bo tego typu tematykę podejmowało już wielu pisarzy, ani  nie wzbudzają ciepłych uczuć do głównej bohaterki w czytelniku, pozostaje tylko współczuć i ubolewać nad tym, że Hong tak  naprawdę nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem i co krok pakuje się w coraz to nowe kłopoty i toksyczne, raniące ją układy. Książka została ogłoszona najgłośniejszym chińskim debiutem ostatnich lat a Mian największą nadzieją współczesnej chińskiej literatury, porównywano ją również do Jacka Kerouaca. Czy te wszystkie pochwały są słuszne? Nie jestem do końca pewna. Czy po książkę warto sięgnąć? Myślę, że tak choć by z jednego powodu - choć by dlatego, że jest to jeden z niewielu jeśli nie jedyny opis życia grupy niepotrafiących się odnaleźć w rozwijających się Chinach młodym ludziom na naszym rynku wydawniczym.

22:19, glamour-girl , Książki
Link Dodaj komentarz »
Somebody to Love

Somebody to Love - od wczoraj słucham tej piosenki i nie mogę przestać, Queen od dzieciństwa było moim ulubionym zespołem, ich piosenki zawsze coś znaczyły i odróżniały się od innych tym, że ich tekst zawsze był mądry a muzyka była wspaniała. Ich teledyski były rewolucyjne, Queen zawsze było o parę kroków do przodu przed innymi zespołami czy wykonawcami. Freddie Mercury na zawsze pozostanie jednym z najbardziej cenionych i utalentowanych artystów na świecie. Odszedł zbyt wcześnie..

Pisze o tym wszystkim ponieważ wczoraj wieczorem robiliśmy z tatą porządki w kasetach VHS, do których nie zaglądaliśmy od wieków. Znaleźliśmy kasetę z nagranym w kwietniu 1992 roku materiałem o Queen, były tam teledyski, dokument o grupie i fragmenty koncertu poświęcony pamięci Freddiego Mercury'ego, który odbył się 20 kwietnia 1992 na stadionie Wembley w Londynie. Koncert był transmitowany dla ponad miliarda telewidzów na całym świecie i został wpisany do Księgi Guinnessa jako największy koncert charytatywny w historii – dochody z koncertu zostały przekazane na walkę z AIDS. (To właśnie z jego okazji MTV wyemitowało nagrany na kasecie materiał). Włączyliśmy tylko na chwilę, ale tak nas wciągnęło, że obejrzeliśmy całą kasetę i nawet nie zorientowaliśmy się kiedy zastał nas późny wieczór..

Na koncercie wystąpiło wiele gwiazd muzyki, wszyscy śpiewali piosenki Queen, jednak mi najbardziej zapadł w pamięci występ Georga Michaela. Georga kocham miłością platoniczną (szczególnie jego wydanie z lat 80-tych;)), ale nie to jest powodem mojego zachwytu jego występem. Zawsze byłam przeciwna reaktywacji Queen bez Freediego, to nie byłoby już to (i niej jest już to bo muzycy z Queen w zeszłym roku pojechali z kimś w trasę) bo żaden inny artysta nie wykaże się taką kreatywnością, talentem, wspaniałym głosem czy nawet charyzmą czyli wszystkim tym co posiadał Freddie. Jednak zawsze uważałam, że jeśli kiedykolwiek miałoby do tego dojść to George był by odpowiednią osobą, nie jest to tylko moje zdanie - były nawet plany by muzycy z Queen i George ruszyli w trasę i nagrali razem płytę jednak to nigdy nie doszło do skutku.. Mimo tego nadal uważam, że to George najlepiej śpiewa i interpretuje ich piosenki a Somebody to Love w jego wykonaniu jest piękne: 

 
15:46, glamour-girl
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 marca 2009

Minoł prawie rok od ostatniej notki, przez ten czas wydarzyło się wiele rzeczy, takich, które zapamiętam całe życie i takich, o których wołałabym nie pamiętać. Internetowy dziennik prowadzę już od wielu lat, zaczynałam od angielskiego na międzynarodowym serwerze, życie było wtedy prostsze, miałam więcej czasu, więc prowadziłam go sumiennie, pisałam często, miałam wielu przyjaciół i czytelników, którzy odwiedzali mój dziennik. Kiedy dwa lata temu przeniosłam się na ten polski serwis na początku też starałam się często pisać, ale to nie wyszło, bo byłam bardziej zajęta i nie zawsze znajdywałam czas by pisać. Dziś po ponad roku znów zasiadam do klawiatury, nie, dlatego że życie stało się prostsze czy dlatego, że mam więcej czasu a dlatego, iż pomyślałam, że za parę lat będę żałować, że nie zapisałam tych niektórych chwil z mojego życia, dlatego dziś ta opuszczona strona powróci do życia.

18:46, glamour-girl
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 marca 2008
Londonistan - Gautam Malkami

Gautam Malkami -  Londonistan

gml

Wydawnictwo: WAB , Styczeń 2007

Liczba stron: 436

 

Dziewiętnastoletni Jas mieszkający w Londynie, przyłącza się do gangu rówieśników, którzy agresywnym zachowaniem manifestują swoją etniczną odrębność. Odrzuca system wartości wpajany mu przez ulubionego nauczyciela - zwolennika integracji kulturowej, tolerancji i szacunku dla innych nacji. Próbuje także stłumić rodzące się uczucie do muzułmanki Samiry, która z pewnością nie zostałaby zaakceptowana przez kolegów. Jas wiedzie upragnione nowe życie: zostaje noszącym markowe ubrania gangsterem. Nie czuje się jednak częścią gangu, za co przyjdzie mu słono zapłacić.

 

A co myślę o książce :

Książkę chciałam przeczytać już od dłuższego czasu wiec kiedy zobaczyłam ją na półce w bibliotece natychmiast wypożyczyłam. Niestety moja radość trwała krótko, książkę czyta się ciężko pierwsze 100 stron ciągnie się niemiłosiernie a główni bohaterowie nie robią prawie nic po za jeżdżeniem samochodem i używaniem co drugie słowo przekleństw ( książka jest ich pełna wiec jeśli kogoś to razi niech w ogóle nie bierze jej do ręki) . Akcja zaczyna się mniej więcej ( dopiero) w połowie książki kiedy Jas i cała paczka poznają pewnego absolwenta swojej szkoły. Postać wprowadza w książce trochę akcji jednak nadal jest ona trochę nudna. Sam koniec książki dla niektórych może być zaskakujący, mnie jednak nie zaskoczył spodziewałam się że coś takiego może mieć miejsce. Jako plus można dodać książce słowniczek niektórych zwrotów hindi i slangu. Niestety tu zawiodło z kolei wydawnictwo bo zamiast zrobić go w formie przypisów tak by czytający mógł spojrzeć na duł strony i od razu wiedział by co dany zwrot znaczy bez tracenia wątku tego co czyta , musi zaglądać na sam koniec książki i szukać zwrotu w słowniczku , zanim go znajdzie zapomni o czym czytał. Książkę można poczytać jeśli znajdzie się ją w bibliotece nie jest warta by kupować ja za około 40 zł. Książka nie zachwyciła mnie była przeciętna nawet mocno przeciętna , Malkami może miał i dobry pomysł ale go zmarnował utknął gdzieś miedzy przekleństwami bohaterów, próba nadania akcji książce po prawie 200 stronach też jest nieudaną bo po prostu spóźnioną nie wiele osób dotrwa do połowy książki by w końcu coś zaczęło się dziać. 

 

Dla chętnych wywiad z Gautamem Malkami do poczytania :

http://www.timeout.com/london/books/features/249/Gautam_Malkani-Interview.html

22:15, glamour-girl , Książki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4